środa, 9 maja 2012

Jewel Secrets Barbie 1986

Jewel Secrets Barbie 1986



Jewel Secrets Barbie 1986


Bohaterką dzisiejszego wpisu jest przepiękna blond dama, która o mały figiel nigdy nie zagościłaby na łamach tego blogu i to z mojej winy. Zanim do mnie dotarła, przeleżała zamknięta w starej dziecięcej walizce, gniotąc się z innymi lalkami i zatęchłymi szmatkami, wiele, wiele lat. Tak naprawdę, to z powodu tej konkretnej lalki nabyłam ową walizkę z niepewną zawartością, a ściślej, dzięki jej bardzo charakterystycznej różowej sukni, która nie tylko spełnia rolę elementu ubioru lalki, ale stanowi również gustowną torebeczkę dla małej dziewczynki, na jej drobne skarby.



Jewel Secrets Barbie 1986


O, tak właśnie to wygląda (spójrzcie na zdjęcie powyżej)- różowy dół sukni w srebrne paseczki, wykończony w pasie białą koronką. Z tyłu idzie różowa tasiemka, którą można ścieśnić suknię i zamknąć hipotetyczną torebkę. Jeśli by zdjąć różowe ustrojstwo, lalka wygląda tak:



Jewel Secrets Barbie 1986


I taki wariant bardziej mi się podoba. Baśka zyskała na smukłości, a suknia, tzn. torebka bardziej mi się widzi, jako rezerwuar kosztowności...


Ale, ale pewnie dalej się zastanawiacie, skąd to moje wstępne biadolenie, iż lalka mogła nie ujrzeć światła blogowego... Otóż... pośród kilku innych dziewuszek, które mieściła wspomniana wyżej walizka, Jewel Secrets Barbie była w najtragiczniejszym stanie. Pomijam już fakt, że głowa leżała osobno od ciała, to zdobiące ją włosy stanowił jeden wielki tłusty dread. Zgroza, szatan i koniec świata. Aż żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia, ażeby przedłożyć Wam dzisiaj jako dowód.



Jewel Secrets Barbie 1986
Minęło wiele dni, zanim w ogóle odważyłam się z tym cokolwiek zrobić. Na nieszczęście moje, ale jeszcze większe lalki, zabierając się za odrestaurowywanie włosów, miałam niekonieczny nastrój, żeby nie napisać, że po prostu tragiczny. Chodziłam poddenerwowana, już sama nie pamiętam czym (PMS, albo coś :3). Dodatkowo źle na mnie działała myśl, że nie do końca zakup spełnił moje wyobrażenia. Włosy za nic nie dawały się rozczesać, a mnie brała coraz większa cholera. Udałam się do kuchni, nastawiłam wodę w czajniku modląc się, żeby to mi pomogło ujarzmić ten koszmar na głowie. I rzeczywiście tak też się stało, ale... wrzątek bardzo źle podziałał na samo tworzywo głowy i pukle zaczęły wychodzić pęczkami. Bardzo możliwe, że i ja zaczęłam szarpać się w poczuciu, że i tak schrzaniłam sprawę. Na boku głowy lalki pojawiła się szczelina... Bok główki po prostu pękł, a ja dostałam zawału... Tak mnie to przeraziło, że natychmiast zapakowałam nieszczęsną Baśkę do pudła a sama przeszłam w tryb żałoby polalkowej, trwającej dobre dwa miesiące... Uwierzcie mi, że ja nie chciałam wiedzieć, czego właśnie dokonałam...


Rozpłatałaś mi głowę, ty morderczyni lalek...


Ale przyszedł dzień, kiedy to w trakcie rozmowy z moim gościem, postanowiłam wyciągnąć biednego trupka w celu ponownego przyjrzenia się problemowi. Z zaskoczeniem  stwierdziłam, że pęknięcie na główce wcale nie jest takie duże, a włosów wciąż jest niemało. Mimo, iż byłam przekonana, że będą one wciąż wychodzić pęczkami, tkwiły mocno i dzielnie znosiły moje ponowne próby rozczesywania. Tym razem podeszłam do sprawy arcydelikatnie i po kilku godzinach pracy, moim oczom ukazały się piękne błyszczące fale, które umiejętnie spięte i lekko podwinięte zasłoniły przerzedzenia i pęknięcie na boku głowy.


Ta historia dała mi wiele do myślenia. Z lalkami (i nie tylko) trzeba obchodzić się naprawdę ostrożnie i nie wyładowywać na nich swoich frustracji. Myślę, że miałam wtedy drobne załamanie związane z tym, że nie stać mnie było na zakup nówki wprost z pudełka, że musiałam się użerać z lalkami po przejściach, które czasem są w całkiem dobrym stanie, a czasem w wręcz tragicznym, że nie posiadają kompletnego ubranka, a o bucikach czy biżuterii można zapomnieć. Ale przecież, na dobrą sprawę, ja to właśnie pokochałam- te użeranie się- czesanie, odświeżanie, szukanie oryginalnej garderoby. Odnalazłam się w tym i już tak bardzo mnie nie ciągnie do pudełek. Chcę się bawić, chwalić nieudolnymi fotkami i pisać trzy po trzy o lalkach, których nie miałam szansy posiadać będąc dzieckiem. Zwariowałam, no... ale dobrze mi z tym...



Jewel Secrets Barbie 1986


Dobra, to skoro już się powywnętrzałam, to może skrobnę kilka słów o samej Baśce. Przede wszystkim urzekają mnie w niej jej fioletowe oczyska okolone milionem granatowych rzęs i wykończone niebieskim cieniem do powiek. Zwracam też uwagę na to, co znajduje się jeszcze powyżej nich, czyli brwi! Jasnobrązowe, składające się z kilkunastu kresek, są niepodobne do żadnych innych, które występują u Barbie. Podejrzewam, że to cecha charakterystyczna serii Jewel Secrets. Bardzo mi się podoba kolor ust, nawiązujący do różowej sukni. Ogólnie makijaż nie za mocny, ładnie podkreślający urodę Baśki.


Nazwa Jewel Secrets zobowiązuje, a tu u mnie wielkie de... ponieważ nie posiadam ani fragmentu biżuterii. Kolczyków i pierścionka brak, nie ma też wielkiego wisiora/ kolii (czy jak to nazwać), który średnio mi się podoba, ale stanowi charakterystyczny element wystroju. Mnie on się kojarzy ze srebrnym śliniakiem dla bobasów, ale to szczegół... :3


Jakby kto pytał, to butki wykorzystane do zdjęcia zapożyczyłam od Crystal Barbie.


OK, trochę było biadolenia, ale ostatecznie wszystko skończyło się dobrze, czyż nie? Dbajcie o swoje trupki i róbcie im dużo zdjęć, żebym miała co oglądać :D

9 komentarzy:

  1. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy jak spojrzałam na fotki tej Barbietki to te brwi :)
    I też wolę ją w wersji mini sukienki ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też zwróciłam uwagę na brwi, fajniejsze niż kreska maźnięta przez pół twarzy ;)
    Na zbliżeniu wygląda jakby miała wadę zgryzu, ale uroku jej odmówić nie można :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczna, również dołączam do wielbicielek brwi ;) Fajnie, że w końcu ją ,,odnowiłaś" - podejrzewam, że zyskała nowe życie, bo to piękna lalka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jest wcale źle z jej włosami. A w mini może śmiało iś na imprezę z młodszymi koleżankami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie mi kobitko zidentyfikowałaś jedyną posiadaną barbioszkę superstarkę, której fabrycznego imienia nie kojarzyłam. Dziękować!
    Widzę, że twoja też ma krzywo wszyte włosy nad czołem - to chyba jakiś feler dotyczący całej tej serii. Nie zmienia to faktu, że dziewucha ładna i świeżutka, wiośniana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Super! Przynajmniej raz się komuś na coś zdała ta moja pisanina. Ty, faktycznie są krzywo wszyte... o_o

      Usuń
  6. Ładna ta lala, ciekawe, czy masz ją jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
  7. Bez względu na wszystko przy operacjach z wrzątkiem - najważniejsze, to poczekać aż łeb ostygnie i dopiero wtedy robić coś z włosami. Przynajmniej ja tak robię. Jednaj zazwyczaj to myje lalce głowę i potem wkładam ją do płynu do płukania i tak "se tam siedzi" ze 2- 3 dni (aż kołtun sczeźnie nędznie). Potem nie mam problemów z czesaniem.
    Dziura... jest faktycznie minimalna- bo lalka u mnie gości- i ma dożywocie- ogromnie ją lubię- nazwałam ją Jeweliną. =)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudnie sobie z nia poradzilas :)Wcale bym nie powiedziala ze przeszlas ty i ona przez takie piekielko ;)A j nawet nie wiem kiedy bede miec czas zeby zaprezentowac moja.

    OdpowiedzUsuń

Translate

Popular posts

Szukaj na tym blogu