środa, 7 marca 2012

Lovin' You Barbie 1983

Lovin' You Barbie 1983


W dość ogólnej kategorii różnych  moich pierwszych lalek Barbie, ta jest tą najpierwsiejszą! Przedstawiam Wam perłę mojej kolekcji- Lovin' You Barbie. Czemu ona jest tą naj? Ponieważ jest pierwszą lalką Barbie, jaką kiedykolwiek miałam. Jako pięciolatka, mimo dwóch zalotnych kitek i spódniczki, byłam typową chłopczycą. Bardziej od lalek interesowały mnie samochodziki, klocki i zabawy w zdobywców Kosmosu z kolegami z podwórka (nota bene wtedy już miałam swojego pierwszego adoratora :D). Mama gdzieś tam próbowała mnie uszczęśliwiać bobasami i innymi tego pokroju lalkami, ale po mnie to spływało, jak po kaczce. Z kolei na Barbie, na które już żywiej reagowałam, nie bardzo rodzice się zgadzali. Oboje uważali, i do dziś zdania raczej nie zmienili, że są one odrażające i przypominają lafiryndy latarniane. Poza tym... czego niby taka lalka miałaby mnie nauczyć?.. Nie mniej jednak, miałam sporo lalek, w tym piękną gromadę Barbie i przebajeczną ilość dodatków i ciuszków.


Ale wracając do tematu- gdy  przyszedł wreszcie ten dzień, że otrzymałam swoją pierwszą lalkę Barbie, to była właśnie Lovin' You! Na początku miałam ją tylko jedną, bez dodatków i ciuszków na zmianę, ale i tak mój status pośród koleżanek niebotycznie podskoczył! Czułam, że mam coś naprawdę fajnego, i że ta Barbie to nie byle co. Ale mimo wszystko szybko przestała mi się ona podobać. Okazało się, że koleżanki mają o wiele więcej ciekawszych lalek. No i te akcesoria! Buciki, sukienki, samochody! Dodatkowo ichnie Barbie były wedle mojej oceny (dziś wiem, że kiepskiej) o wiele ładniejsze- miały długie, super jasne włosy i w ogóle... Ot takie dziecięce blubranie ;)


Minęło kilka lat i wpadło jeszcze parę lalek, których sama sobie dziś zazdroszczę, że miałam możliwość je posiadać... a  potem, no cóż... skończył się okres dzieciństwa. Pewnego dnia, wszystko co miałam (w tym Lovin' You Barbie), spakowałam w pudło i wysłałam w zbiorczej paczce do zaprzyjaźnionej rodziny z Ukrainy, wraz z ciuchami i potrzebnymi produktami spożywczymi.


Jakiś czas temu, zapragnęło mi się jednak rozejrzeć ponownie za najpierwsiejszą Barbie z dzieciństwa. Długo nie było nic (oczywiście pomińmy tu wersje pudełkowe, na które zwyczajnie nie byłoby mnie stać), aż pewnego dnia, pewna fundacja zbierająca fundusze na walkę z nowotworami, wystawiła kilkanaście najprzeróżniejszych lalek Barbie. Z tego, co się zorientowałam- swoją kolekcję przekazała im charytatywnie jakaś Pani z Wielkiej Brytanii. Pośród wielu ciekawych modeli, była moja Lovin' You. Przyznam, że ostro walczyłam, żeby ją mieć wreszcie dla siebie. Wygrałam licytację i dwa tygodnie później trzymałam lalkę w swoich rękach.



Lovin' You Barbie 1983


Odpakowałam zawiniątko i oniemiałam. To była ona... zupełnie inaczej ją zapamiętałam. Nie sądziłam, że ona jest AŻ TAK PIĘKNA. No, ale to dokładnie ona! Ta twarz, makijaż, czerwone diamenciki w kolczykach i pierścionku! Dokładnie ten odcień włosów! I oczywiście, dokładnie to samo ubranko... Rozpłynęłam się, jak masło na oknie. Dodatkowo, lalka miała prawdziwe majteczki i czerwone szpileczki.... aaaaach... akurat tych gadgetów nie pamiętam z dzieciństwa.

Barbie była w doskonałym stanie, ale mimo to, zdecydowałam się ją nieco odświeżyć. Umyłam lalkę, wymyłam włoski, które po prawie 30 latach nabrały charakterystycznej lepkości i uprałam suknię. Przeźroczysta gumka wiążąca włosy sparciała, więc zastąpiłam ją nową i schowałam pod czerwoną kokardą. A co, pasuje ^^
 


Lovin' You Barbie 1983
  

Ach... nie mogę się na nią napatrzeć. Jeśli kiedykolwiek zlikwiduję swoją kolekcję lalek, to tą zostawię sobie, jako jedyną, ponieważ nie dość, że jest przepiękną lalką, to stanowi relikt mojej przeszłości i minionego dzieciństwa.


11 komentarzy:

  1. Ale ona jest piękna! Śliczne ma te kolczyki i sukienkę. Do tego takie delikatne spojrzenie. Nie dziwię się, że chciałaś ją znowu zdobyć ;)
    Ja niestety nie pamiętam, jaka była moja pierwsza lalka :( Pamiętam za to dużo tych, które miałam i jako dziecko obcinałam im włosy... dla lalek byłam zuaaa, żadna mi się nie zachowała. Całe szczęście, że teraz nie mam fryzjerskich zapędów ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 Wiesz, ja też tak do końca nie pamiętam, w jakich okolicznościach dostałam tę lalkę. Umiem tylko w przybliżeniu podać, że miałam wtedy 5lat... Zapytałabym się matki, jak to było naprawdę z moimi lalkami, ale ona albo nie pamięta, albo... "nie pamięta"- czyli coś może i by mogła rzec, ale nie chce jej się wracać do tamtych dni, a już na pewno nie do tematu Barbie :/

      Usuń
  2. Och, uwielbiam te baśkowe buźki z 80 - tych lat :) Są takie delikatne i bardzo piękne. Też by mi się ona marzyła, zwłaszcza w takim super stanie.
    I jeżeli w tamtych czasach ktoś porównywał Barbie do lafiryndy, to ciekawi mnie co by powiedział o współczesnych playlinek....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, sądzę, że by powiedzieli, że są równie paskudne ;) Ostatnio zastanawiałam się, co współczesne dzieciaki będą za kilkanaście lat sądziły o lalkach ze swojego dzieciństwa... domyślam się, że to samo, co my, kiedy myślimy o swoich :)

      Usuń
  3. Zajebioza :) Ja swojej z dzieciństwa do dziś nie mam, bo (wstyd się przyznać) przestała mi się podobać. Miałam ją w rękach w formie pudełkowej i puściłam lalę dalej w świat. Chyba z niej po prostu wyrosłam. Smutne ale prawdziwe.
    Ależ świetnie, że można cię znaleźć na blogu! Przy okazji komentowania wpisu o "pierwszej" upchnę trochę prywaty - czy mogłabyś umożliwić komentowanie przez podanie url?

    Z góry dziękuję za pomoc, w przypadku spotkania na żywo zapłacę za uprzejmość "w naturze"

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj, Stary Zgredzie (też żeś sobie wymyśliła nick :D) Bardzo dziękuję za wpis. Niestety nie rozumiem Twojej prośby?.. Co to jest komentowanie przez podanie URL?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha - to ja wytłumaczę na przykładzie blogu kolegi - Dollbyego. Blog jest dostępny pod adresem: http://lalkahalka.blogspot.com
      Pod każdym z wpisów można komentować, wybierając w okienku komentarzy opcję "Nazwa/adres URL". To fajna opcja, bo można zostawiać link do siebie :)

      Usuń
    2. No tak, ale jak to ustawić? Widzisz, ja ledwo byłam w stanie założyć bloga, taki mamut jest ze mnie... :/ Niechże mi kto powie, jak to zrobić, żeby było dobrze i natychmiast tak uczynię...

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Lovin' You na zawsze będzie tą moją jedyną prawdziwą Barbie z dzieciństwa :)

      Usuń
  6. Piekna historia :) Ja patrzac na moja to do konca nie wiem czy to lovin' you czy tez nie :( Niby makijaz taki sam ale wlosy tak rowno rotowane na okraglo na czole...ta twoja jak rowniez inne ,ktore widzialam w necie maja takie delikatne wygiecie..eh

    OdpowiedzUsuń

Translate

Popular posts

Szukaj na tym blogu